Subwencje Oświatowe – na edukację domową – czyli co z tymi pieniędzmi?

Porozmawiajmy o pieniądzach, czyli o subwencjach na dzieci spełniające obowiązek szkolny poza szkołą.

Ważne!!! – w tym artykule skupiam się na kwestiach finansowych, bo przecież ich dotyczą zmiany w „subwencjach oświatowych na uczniów spełniających obowiązek szkolny poza szkołą”.


 

Uff. Dziecko nie musi chodzić do szkoły.


 

  1. UFF – dostaliśmy zgodę. Dziś to już tylko formalność, ale jakoś lżej, kiedy ma się to już na piśmie. Dziecko nie musi chodzić do szkoły. W sytuacjach gdy dziecko szczególnie nie wpasowywało się w system jest też strach, oby nie musiało tam wracać. Zresztą zazwyczaj kiedy rodzina decyduje się na odpowiedzialność za swoje dziecko, wiąże się to z wieloma kolejnymi wyborami w życiu i szkoła często już do nich nie pasuje. Początki w środowisku edukacji domowej były takie, żeby się nie wychylać, siedzieć cicho, oby nie zwracali na Nas uwagi. Jest dobrze jak jest. Rodziny często podporządkowywały się dość sporej sile szkoły i egzaminy zdarzały się w stylu – pokarzemy Wam, że błądzicie i Wasze dziecko niewiele umie. Najlepiej, by wróciło do szkoły. Nakładem pracy udawało się i egzaminy zdane. Oczywiście, Ci którzy mieli „zaprogramowane” bezproblemowe zaliczenia spotykali wyjątkowych ludzi na swej drodze i w trudniejszych czasach też bywało łatwo. Bywało różnie.
  2. Dziś sytuacja prawna jest przychylna edukacji domowej i z uzyskaniem zgody jest łatwo. Opinie z poradni psycho-pedagogicznej też już są tylko formalnością. Poradnie mają za sobą już jakieś przypadki i nie stresują się co mają robić. Jeśli z jakiś powodów jest potrzeba, to łatwo jest znaleźć prywatną poradnię znającą temat. Są też szkoły, które organizują badanie i opinię we własnym zakresie, a nawet bezpłatnie, bo w zakresie subwencji.

 Zdane egzaminy – UCZ SIĘ BO BĘDZIESZ MUSIAŁA CHODZIĆ DO SZKOŁY


  1. ZDANE EGZAMINY – W uproszczeniu jeśli dziecko nie zda egzaminu musi wracać do systemu dziennej edukacji w szkole. Stąd też powszechny, czyli dość często występujący stres rodziców, który jest przenoszony na dzieci. UCZ SIĘ BO BĘDZIESZ MUSIAŁA CHODZIĆ DO SZKOŁY – wyboru już wtedy nie będzie i cała organizacja życia rodzinnego będzie się musiała podporządkować szkole. Zgoda przychodziła bez problemów, no ale te egzaminy.
  2. W środku we mnie czasem, aż wrzało, przecież jak byśmy przygotowane testy przedstawili uczniom klas dziennych tych samych nauczycieli, to z pewnością tylko pojedyncze dzieci by zdały, bo to było dawno i już zapomnieli. Mieli kartkówkę z trzech lekcji. Klasówkę z jakiejś partii i dalej. Wkuć, zdać, zapomnieć. A nasze dzieci tak jakby miały klasówkę z całego roku.
  3. Raz na egzaminie 4-klasistki usłyszałam „no … widzę, że rozumiesz i wiesz, ale tutaj – wskazując palcem – popełniłaś błąd i nie mogę Ci tego zaliczyć”. To są egzaminy klasyfikacyjne, weryfikujące czy dziecko się uczyło, przerobiło podstawę programową, a nie egzamin państwowy. Raz miałyśmy nawet długi stół przykryty zieloną tkaniną i 3 osoby w komisji naprzeciw dwóch małych dziewczynek 6-cio i 7-latki. Panie były miłe, ale właśnie egzamin klasyfikacyjny pomylił im się z państwowym, a program nauczania z podstawą programową. To się zmienia, jest coraz więcej doświadczeń, informacji o edukacji domowej i jest coraz lepiej. Podsumowując NAJWAŻNIEJSZY EGZAMIN. Na tym poziomie pozostało wiele rodzin. Jeśli nam nie utrudniacie życia i egzamin będzie do zdania, to My jesteśmy Wam za to Wdzięczni. Nie pytamy, nie sprawiamy problemów, pojawiamy się i znikamy.

…? A co z pieniędzmi na edukację?


  1. POJAWIAJĄ SIĘ PYTANIA. A CO Z FUNDUSZAMI? Szczególnie, gdy przybywa dzieci pod skrzydłami jednej szkoły i prosta kalkulacja. Widać, że zorganizowanie wytycznych do egzaminów, w miarę potrzeby konsultacje z nauczycielami, czasami jedna rozmowa o wytycznych do egzaminów i mail do kontaktu, a zdarzało się, że nawet i bez tego, tylko mail z wytycznymi. Takie działania rozkładają się na dużą liczbę dzieci. T
  2. No i sam egzamin. Klasy 1-3 dwa egzaminy, 4-6 już faktycznie koszty większe, bo przedmiotów przyrasta, ale subwencja też wyższa. Z gimnazjum, to już dużo zamieszania jest przecież kilkanaście egzaminów. Jednak jak się przyrówna wysokość subwencji jaką szkoła otrzymuje od ok. 5.000 zł i więcej rocznie, tyle samo jak na dziecko będące w szkole przez cały rok, to pytanie jest na co ją przeznacza? Szkoła pokrywa swoje potrzeby, a nie potrzeby dzieci w edukacji domowej. Pojawiało się we mnie pytanie, czy to jest w porządku?

ROZPOCZĘCIE WSPÓŁPRACY


WZROST ŚWIADOMOŚCI – ROZPOCZĘCIE WSPÓŁPRACY

Być może dzięki temu, że nie jesteśmy już pojedynczymi przypadkami, ale większą grupą, to warto „od strony finansowej” przyjmować takich uczniów jak my. Wie, to szkoła, wiemy to my, a szkoła wie, że my wiemy, więc się dogadajmy. Zwłaszcza, że jesteśmy mobilni po całej Polsce. Ja w ciągu 7 lat rozliczałam się z 4-rema szkołami. To co piszę nie wyczerpuje wszystkich rozwiązań i szkół. Jeśli macie doświadczenia i rozwiązania, którymi chcecie się podzielić, to możecie w komentarzach. Ja zamieszczam tutaj głównie moje własne różne doświadczenia na płaszczyźnie finansowej, a one z pewnością nie wyczerpują tematu.


RÓŻNE SZKOŁY – RÓŻNE ROZWIĄZANIA


PUBLICZNA – PO CO NAM KOMPLIKACJE?

• Szkoła daje wytyczne, organizuje egzamin i to wszystko. Na 100 uczniów dziennych, my byłyśmy 2 w edukacji poza szkołą  i była to szkoła publiczna. Myślę, że odetchnęli z ulgą gdy się przeniosłam, bo to zawsze mniej komplikacji, mniej papierów. W przypadku szkół publicznych proszono byśmy się zapisały do publicznej szkoły, która jest bardzo mała i „potrzebuje uczniów” by jej nie zamknęli. Dla nich byłyśmy inspiracją, czymś nowym skłaniającym do refleksji ale także dodatkowymi spawami, którymi trzeba było się zająć i dodatkowym obciążeniem.


NA PRAWACH SZKOŁY PUBLICZNEJ – DUŻO WOLNOŚCI PO OBU STRONACH

• Szkoła, która obiecała nam stypendium w wysokości 200zł (oczywiście w najlepszym razie od stycznia) i w praktyce przekazała nam je tylko raz, czyli 200zł na dziecko. Wiele pisała o warsztatach. Przesłała nam w sumie 4 książki o edukacji domowej, o które nie prosiłam i ja ich nie potrzebowałam, komplet dwóch pomocy dydaktycznych zrobionych przez szkołę (typu zrób sobie samodzielnie – o wartości ok.50zł jeden). Coś się działo. Choć wiedząc, że szkoła ma ok. 1000 uczniów i jeżeli organizuje warsztat, to jest on dla max. 30 dzieci, to mało w takim kontekście. Nie pamiętam ile się działo takich warsztatów, bo to nie moje miasto i koszt dojazdu powodował, że dla nas taki warsztat, byłby drogi. Pewnie, to że byłam w innym mieście, to niewiele widziałam w rzeczywistości, a dużo w newsletterach. Znam też kilkoro innych rodziców z tej szkoły i do nich też niewiele docierało, oprócz informacji jak to szkoła wiele robi, no i w tym roku zaczęło się tam sypać. Wybierając tą szkołę kierowałam się poziomem i atmosferą wokół egzaminów. Tak byśmy mogły spokojnie realizować nasze plany i zminimalizować napięcie wokół egzaminów. Ale czy o to chodzi? My mało dostawaliśmy, mało wymagaliśmy, od nas wymagano też kierując się zasadą minimalizmu i wolności człowieka.


NA PRAWACH SZKOŁY PUBLICZNEJ – SPRAWIEDLIWY PODZIAŁ

• Rozwiązanie w którym szkoła na prawach szkoły publicznej dzieli się subwencją pokrywając z góry ustaloną, zaproponowaną przez szkołę kwotę. Mogliśmy zapisywać dzieci na zajęcia w swoim miejscu zamieszkania. Umowy były podpisane pomiędzy szkołą a wybraną przez nas instytucją, organizacją. My przekazywaliśmy rachunki, szkoła sprawdzała i płaciła jeśli było w porządku. Dzięki temu moje córki chodziły np. na zajęcia do Galerii Sztuki. Były zajęcia sportowe. Jedni chodzili na basen, inni np. na karate. Zebraliśmy się w kilka rodzin i podpisaliśmy umowę ze szkołą języka angielskiego. Przy 5-ce koszty się rozchodziły na więcej dzieci i mogliśmy je lepiej wykorzystać. Płaciła za nasze lekcje szkoła opiekun. Przy dwójce dzieci miałam do wykorzystania razem 600zł na miesiąc i myślałam jak je najlepiej wykorzystać. To było realne wsparcie i widziałam jego efekt. Pojawiły się dodatkowe zajęcia bez dodatkowych obciążeń tytułu korzystania, takich jak czas, transport,nocleg itp. W innej szkole decyzja o korzystaniu z dodatkowych zajęć wiązała się z decyzją o dodatkowych obciążeniach. Księgowa prowadziła arkusze kalkulacyjne, gdzie mieliśmy przypis części subwencji dla dziecka zapisanego we wrześniu do tej szkoły w wysokości od stycznia do czerwca łącznie i w miarę możliwości wykorzystywaliśmy to sukcesywnie. Środki przypisane nam nie przepadały. No chyba, że zmieniliśmy szkołę.

W zależności od rodziny, mogliśmy przeznaczać środki na różne obszary edukacji w zależności od naszych potrzeb. Przykładowo, ja sobie z przyjemnością radzę z matematyką, rękodziełem, a potrzeby poza domowe to zajęcia sportowe. Są rodziny, dla których więcej priorytetem jest wiedza i mogą korzystać z zajęć z fizyki, dodatkowych korepetycji.

Tutaj pojawia się istotne pytanie, co się działo z subwencjami od września do grudnia – to mnie zastanawiało. Dostawaliśmy informacje, że szkoła za nowego ucznia dostaje pieniądze dopiero od stycznia kolejnego roku. No cóż, to pytanie pozostało, rozmawiając ze „zwykłą (bez ed) – prestiżową” siecią szkół z Warszawy dostałam informację, że nie wyobrażają sobie sytuacji by przyjęli ucznia we wrześniu, a subwencje dostali choćby o miesiąc później. Czy zależy, to od prawników?

Kiedy nie dostawaliśmy żadnego realnego wsparcia w ciągu roku w poprzednich szkołach, a później mieliśmy okazję, że jakaś szkoła wykazała się dobrą wolą i dała możliwość 1800zł w pierwszym i 3600zł w kolejnych latach szkoły podstawowej na realizację naszych potrzeb edukacyjnych, to przyjęliśmy takie rozwiązanie z zadowoleniem. Przy dwójce dzieci dawało to nam 1800zł * 2 dzieci = 3200zł, a później 3600zł * 2 dzieci = 7200zł na rok szkolny realnego wsparcia, bez dodatkowych kosztów z naszej strony.

Warto tutaj wspomnieć, że z takiego podobnego modelu korzystało kilka szkół typu demokratycznego organizując się w kluby edukacyjne itp. Wtedy szkoła opiekun pokrywała ustaloną kwotę na miesiąc na jedno dziecko za udział w np. świetlicy edukacyjnej, bo tak też można nazwać taką „szkołę demokratyczną-wolnościową”. W ten sposób opłaty rodziców za „szkołę” mogły być mniejsze, bo część kwoty była pokrywana pośrednio z subwencji oświatowych. W tym przypadku zmniejszenie subwencji oświatowej wpłynie bezpośrednio na funkcjonowanie takich „szkół” i automatycznie miesięczne opłaty wzrosną.


NA PRAWACH SZKOŁY PUBLICZNEJ WŁASNA INFRASTRUKTURA

Korzystaliśmy też z usług szkoły, która na przestrzeni lat się rozwijała i dysponując coraz większymi środkami, także zwiększała swoje wsparcie edukatorów i zmienia się to na przestrzeni lat. Jest to model, który nazywam rozwój własnej infrastruktury.

Bądź, co bądź środki wierzę, że idą przynajmniej na cele edukacyjne. Na stronie szkoły zamieszczony jest wpis: „ Dzięki uczniom Edukacji Domowej mogliśmy utrzymać pięć nieodpłatnych szkół Montessori ..”. Było, to jasne i przejrzyste dla mnie od początku, że głównym celem działalności tej szkoły jest rozwój ich szkół i realizacja ich zamierzeń, czyli rozwoju szkół Montessori i dania możliwości uczenia się dzieciom w ich szkołach bezpłatnie. Na początku ich historii z edukacją domową mieli dwie i to z niedopinającym się budżetem. Są pasjonatami w tym co robią, jak robią i jakie mają cele. Wiele dzieci z małych wiosek i miejscowości ma możliwość korzystania ze szkół, do których widać, że lubią chodzić. My Edukatorzy Domowi z pewnością ich inspirowaliśmy i pośrednio finansowaliśmy ich działania.

Sama filozofia Montessorri ze swoim podążaniem za dzieckiem jest sprzyjającym fundamentem w trakcie egzaminów rozliczających dzieci, by miały one szansę pokazać co umieją, co je interesuje, jakie mają pasje a nie stwarzanie im sytuacji, w której się wyszukuje czego nie umieją. Ponieważ jesteśmy z tą szkołą łącznie 4 lata, to bywało różnie. Na początku oferowała nam przede wszystkim możliwość bezpłatnych noclegów w szkołach w górach w trakcie sesji egzaminacyjnej trwającej 5 dni. Później doszły fajne warsztaty, ale nocleg i dojazd był po naszej stronie. Dla rodzin mieszkających blisko, to z pewnością przyjazne miejsce. Jednak dla mnie wyjazd na 3 dniowy warsztat, doliczając wysiłek, czas i koszt jazdy prawie 400km, koszt noclegów, wyrwanie mnie na łącznie 5 dni z codziennych zajęć, opuszczenie zajęć dodatkowych przez moje dzieci, to nie jest oferta, która mnie wspiera w realizacji podstawy programowej, ani rozwojowej, a wręcz jest bardzo kosztotwórcza i energożerna. Jednak rozwiązań uwzględniających finansowanie czegokolwiek poza ich strukturą oświatową szkoła nie przewiduje, bo wykorzystują środki na rozwój swojego miejsca, swoich nauczycieli i osób współpracujących ze szkołą.

W kwestii warsztatów, to jeszcze trzeba się na nie dostać. To, że jest warsztat, wcale nie oznacza, że można z niego skorzystać. Jednego roku było ich ok.- 10-ciu, a mnie się udało dostać na 2-wa. System jest kto pierwszy ten lepszy. Zapisy we wrześniu były na cały rok. Teraz są zapisy z ok. miesięcznym wyprzedzeniem, ale trzeba na tą informację trafić, bo się pojawia nagle. Ja sobie raczej odpuszczam, korzystać nie muszę, korzystanie nie jest łatwe. Jest postęp, bo w tym roku pojawiły się warsztaty w Warszawie, a to już bliżej. Jednak trzeba pokonać trasę 120km x 2 dziennie. W przypadku decyzji o udziale w warsztatach brałam pod uwagę koszty jakie muszę ponieść i są znacznie wyższe niż wartościowe warsztaty w moim mieście Łodzi. Mamy też teoretyczną możliwość korzystania z Rozety do nauki języka obcego– no ale od września do dziś nie ma dla Nas miejsca na platformie. Tam też limit. Kilka rodzin cieszyło się tego roku, że dostało podręczniki. Tak – tylko, że one były finansowane z dodatkowych środków dla szkoły na podręczniki. Rozwija się e-lerningowa działalność szkoły. To znaczy rozwijała, bo jako szkoła straci 40% z dotacji, później 60%. Podejrzewam, że dotychczas miała, a teraz straci dodatek wiejski. A to prowadzi do tego, że jeśli tak, to już dziś straciła ok. 70% z subwencji jaką otrzymywała do dziś. (Takie moje szacunkowe wyliczenia, bo nie dostałam informacji). A swoją drogą, to byłoby to w porządku, gdyby te informacje były jawne dla rodziców. Szkoła ta jak zresztą sama o tym napisała wprost, przeznaczała te środki głównie na rozwój z 2 do 5 i utrzymanie swoich szkół Montessori.

Wierzę, że sumiennie i jak najlepiej wykorzystywała te środki na organizację własnej struktury edukacyjnej, by móc w przyszłości móc dalej być przyjaznym miejscem dla edukacji, w tym także edukacji domowej, kiedy już subwencje płynące do szkół na edukatorów domowych zostaną przycięte, bo o tym wiadomo było od kilku lat, że to nastąpi.

W tej szkole z pewnością liczy się dziecko i jest to szkoła od zadań specjalnych, czasem trudnych przypadków. Choćby przenoszenie się w ciągu roku, wybieranie edukacji poza szkołą w trakcie roku szkolnego itp. To co się da, to się da zrobić.


WYBIERAM KOGO WSPIERAM?

Z moich doświadczeń wynika, że dla wielu edukatorów domowych, którzy są rozsiani po Polsce, mają też najczęściej zagospodarowany tydzień różnymi aktywnościami jak w naszym przypadku np. sport, harcerstwo, to najefektywniej we wsparciu finansowym sprawdzają się rozwiązania, w których to my wskazujemy usługi edukacyjne, z których chcemy korzystać. Odpadają koszty dalekich dojazdów, ewentualnych noclegów, straconych cotygodniowych zajęć, czasowego absorbowania rodzica, który ma też swoje działania, prace, projekty. Jest tak wiele cennych warsztatów i wydarzeń w bliskiej okolicy zamieszkania, z których chętnie byśmy korzystały. Takie rozwiązanie wspiera też możliwość organizacji lokalnych grup edukatorów domowych, czy to w formie szkół wolnościowo-demokratycznych, czy bardziej luźnych form. To też sprzyja socjalizacji dzieci, jeśli rodzice chcą i potrafią to wykorzystać.

W przypadku egzaminów klasyfikacyjnych, to  jest możliwe by były normalne i niech normalnością jest to, że takie są. Uwzględniające zasadę „pokaż co potrafisz, co Ciebie interesuje”, bo wiem, że gdy znajdziesz odpowiedź na pytanie kim jesteś i co chcesz osiągnąć – zrobisz to co potrzebne by osiągnąć swój cel.


Pieniądze, to tylko dodatek. Pomaga on w organizacji miejsc gdzie dzieci mogą się spotkać z innymi dziećmi i podziałać wspólnie. Powyższy artykuł porusza kwestie finansowe, ale chcę też przypomnieć o ważności rozważań o innych wartościach, intencjach, dobrych chęciach ze strony wielu osób w środowisku edukacyjnym, które też odgrywają kluczową rolę.


Warto też mieć świadomość rozliczeń finansowych by być ze szkołą we współpracy, a nie na pozycji tylko biorcy.
To My wybierając szkoły finansujemy ich działania.
To za Nami idą pieniądze.

 Pieniądze na edukację dzieci należą się rodzicom, a nie szkołom.

A może jesteśmy już gotowi na:
0=0
zero obowiązków=zero praw, czyli bez pieniędzy, bez zobowiązań, bez egzaminów.

 

Szkoły mogą dostawać subwencję przeznaczoną na przeprowadzenie klasyfikacji dzieci, oraz subwencję na edukację domową dzieci. Szkoły mogą pełnić funkcję rozliczających z naszych wydatków na edukację, a tworząc atrakcyjną dla Nas ofertę także mogą się rozwijać, o ile będzie ona zaspokajała Nasze potrzeby i my będziemy wybierać ich ofertę. To jest wartość wolności, obie strony się dopasują, kiedy będą na równych prawach, a wtedy 50% dzieci poza szkołą coraz bliżej.

Dobrze, że idą zmiany.

 

 

 

Reklamy

8 uwag do wpisu “Subwencje Oświatowe – na edukację domową – czyli co z tymi pieniędzmi?

    1. Dużo zależy od rodziców. Gdy subwencje były pełne dało się to wynegocjować za szkołą, ale tylko z pozycji współpracy a nie biorcy i w stanowczości ze strony rodziców. Gdyby w innych szkołach rodzice też o to się dopominali w większości, to dla szkoły i tak pozostawały korzyści. A przede wszystkim nie byłoby takiej sytuacji jak w jednej z bardzo dużych szkół, że nie wiadomo gdzie się podziewały środki. Możliwe, że to właśnie ta szkoła przesadziła tak, że zmieniono przepisy. Teraz sytuacja się zmienia i stworzy się przestrzeń na nowe rozwiązania. Pozytywna myśl jest kluczowa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s